Blogowanie w erze AI: o czym nie powiedzieli ci na kursie

2026-06-19
Blogowanie w erze AI: o czym nie powiedzieli ci na kursie

Dlaczego moje teksty nie są pisane tak, jak to opisuję

To pytanie, które warto zadać wprost, zanim ktoś zada mi je w komentarzu. W tym artykule uczę innych pisać krótko i konkretnie: odpowiedź na początku, konkluzja w pierwszym akapicie, zero budowania napięcia. Tymczasem ja sama piszę jak Hitchcock. I nie ma w tym hipokryzji. Żyjemy w czasach, gdy każdy artykuł zaczyna się od ‘W dzisiejszych czasach…’ i kończy ‘Podsumowując…’. Algorytm mówi: daj odpowiedź na początku. I ma rację, jeśli piszesz pod bota. Ale ja piszę pod człowieka, który ma chwilę. Który jest w stanie doczytać do końca. I który, jeśli nie doczyta, jest na stronie wystarczająco długo, żeby wyszukiwarka uznała to za sygnał jakości.

Każdy mój tekst to narracja z początkiem, środkiem i puentą. Cel nie jest dydaktyczny, tylko pragmatyczny: chcę, żeby czytelnik nie scrollował do przodu, bo czuje, że traci wątek. Jeśli wiesz, kto zabił już w prologu, odkładasz kryminał.

Ale Hitchcock też dbał o to, co niewidoczne: o szczegóły techniczne, które wynikają z praktyki, nie z teorii. W blogowaniu tymi detalami są struktura nagłówków, format obrazków i odpowiednia architektura treści. Narracja bez techniki jest piękna i niewidoczna. Technika bez narracji jest znaleziona i natychmiast opuszczana.

Ten artykuł jest o technice. Ale mam nadzieję, że doczytasz go do końca.

Co kilka miesięcy dzieje się to samo

Kończy się kolejna edycja Umiejętności Jutra AI. I co kilka miesięcy internet zalewa fala nowych blogów, nowych treści na LinkedIn, nowych ekspertów od AI. Część z nich jest dobra. Większość jest do siebie uderzająco podobna. Powodem nie jest brak chęci ani wiedzy a  styl pisania przez AI i szablon, bo każde tego typu szkolenie uczy tego samego zestawu narzędzi, w tej samej kolejności, z tymi samymi przykładami. Efekt jest przewidywalny: tysiące artykułów o ‘rewolucji AI w marketingu’, pisanych niemal identycznym językiem.

Google to widzi podobnie jak modele AI i coraz lepiej odróżniają treść pisaną przez człowieka z własną perspektywą od treści złożonej ze strzępków przeczytanych artykułów. Przewaga nie należy do tego, kto ma certyfikat ukończenia kursu, ale do tego, kto ma coś do powiedzenia oraz wie, jak to powiedzieć tak, żeby maszyny go znalazły, a ludzie zostali na stronie. Ten artykuł jest o tym, jak być tym drugim. Zacznę jednak od czegoś, o czym większość poradników milczy.

Trzy skróty, które warto rozumieć, zanim się je stosuje

Sposób wyszukiwania rzeczy w internecie zmienił się bezpowrotnie. I nie chodzi tylko o to, że pojawił się ChatGPT, bo zmienił się model tego, kto i jak konsumuje treści. Użytkownik coraz rzadziej przegląda listę wyników i klika kolejne linki. Coraz częściej dostaje gotową odpowiedź: od modelu AI lub od wyróżnionego pola na górze strony Google. Celem przestało być bycie na pierwszej stronie wyników a bycie cytowanym przez to, co Google wyświetla zamiast tej pierwszej strony. Żeby to zrozumieć, trzeba rozróżnić trzy rzeczy, które są często mylone lub używane zamiennie. Myślę tu o: SEO, AEO i GEO. Oto co naprawdę znaczą:

SkrótCo to naprawdę znaczy?
SEOSearch Engine Optimization, czyli optymalizacja pod wyszukiwarki. Nie umarło, ale przeszło do roli technicznej higieny. Jeśli strona wolno się ładuje, nie ma logicznej struktury i bot jej nie może zaindeksować, żadna inna optymalizacja nie pomoże. SEO to fundament, bez którego wszystko inne jest bezcelowe. Ale sam fundament nie wystarczy.
AEOAnswer Engine Optimization, czyli optymalizacja pod silniki odpowiedzi. Formatujemy treści tak, żeby asystent głosowy lub wyróżnione pole w Google mogło błyskawicznie zacytować konkretny fragment. Liczy się precyzja: jasna definicja w pierwszym zdaniu sekcji, zwięzłe odpowiedzi na konkretne pytania.
GEOGenerative Engine Optimization, czyli optymalizacja pod modele generatywne. Gra o to, by narzędzia takie jak Gemini, ChatGPT czy Perplexity powoływały się na Twój artykuł w swoich odpowiedziach. To najtrudniejszy poziom, bo wymaga czegoś, czego bot nie może wygenerować za Ciebie: unikalnej perspektywy i własnego doświadczenia.
AEO i GEO brzmią podobnie, ale to zupełnie różne cele. AEO pyta: jak sformatować zdanie, żeby bot je zacytował? GEO pyta: dlaczego bot miałby wybrać mój artykuł zamiast tysiąca innych na ten sam temat? Odpowiedź na to drugie pytanie leży w tym, co naprawdę wiesz, a nie w tym, jak sformatujesz nagłówek.

Co już nie działa, a wciąż jest powielane

Zanim przejdziemy do tego, co działa, krótka lista rzeczy, które nie działają, a wciąż są powielane przez specjalistów SEO  sprzed kilku lat. Niektóre z nich nie tylko nie pomagają, ale aktywnie szkodzą.

Lanie wody

Mit, że długość tekstu jest wyznacznikiem jakości, oficjalnie upadł. Algorytm Google przestał nagradzać teksty za samą objętość. Krótki, ale wyczerpujący konkret wygrywa z rozwlekłym wstępem, który przez trzy akapity opisuje ‘jak ważne jest dobre SEO w dzisiejszych czasach’.

Test: usuń pierwszy akapit swojego artykułu. Jeśli tekst jest lepszy bez niego, ten akapit nie powinien tam być.

Upychanie słów kluczowych

Dzisiejsze algorytmy rozumieją synonimy, kontekst i intencję. Sztuczne nasycanie tekstu frazą ‘marketing dla małych firm’ co drugi akapit nie tylko nie pomaga, ale grozi filtrem algorytmicznym, czyli automatyczną karą od Google, i odstrasza czytelnika. Piszesz dla ludzi, którzy czytają. Nie dla bota, który liczy.

Kupowanie linków w podejrzanych miejscach

Linki z innych stron do Twojej to jeden z ważniejszych sygnałów dla Google: ktoś uznał Cię za źródło warte przytoczenia. Problem zaczyna się, gdy próbuje się to kupić. Jeden link z branżowego portalu jest wart więcej niż sto linków z farmy katalogów, a farma katalogów może skończyć się karą algorytmiczną.

Przekierowywanie błędów 404 bez sensu

Błąd 404 to strona, która nie istnieje. Bot Google trafia na nią i odchodzi. Można to naprawić przez przekierowanie 301, czyli trwałe przeniesienie adresu pod nowy URL. Ale tylko wtedy, gdy stary adres ma swój sensowny odpowiednik. Jeśli product zniknął bez zamiennika, a przekierujemy wszystko na stronę główną, Google zobaczy tak zwany Soft 404, czyli stronę, która technicznie istnieje, ale nie ma nic wspólnego z tym, czego szukał użytkownik. To dezinformuje algorytm bez żadnej korzyści.

Techniczna higiena WordPressa: między botem a człowiekiem

WordPress to narzędzie, które daje ogromną swobodę, ale też ogromną możliwość zrobienia czegoś źle. Zrozumienie, które elementy są czytane przez kogo, to podstawa układania treści w systemie zarządzania stroną.

Tagi ALT: dla dostępności i dla botów, nie dla fraz kluczowych

Każdy obraz na stronie powinien mieć wypełniony tag ALT. ALT to skrócone ‘alternative text’, czyli tekst alternatywny, który opisuje, co jest na zdjęciu. Służy osobom niewidomym korzystającym z czytników ekranu i botom, które nie mają oczu. Dobry ALT opisuje obraz, a nie upycha słowa kluczowe. ‘Nowa opona zimowa marki X na zaśnieżonej górskiej drodze’ generuje ruch z wyszukiwarki grafik. ‘Opony zimowe tanie opony Warszawa’ nie generuje nic poza irytacją czytelnika, który akurat korzysta z czytnika.

Waga i format obrazków: WebP jako standard

Przed wgraniem zdjęcia do WordPressa: kompresja i zmiana formatu na WebP. To format graficzny obsługiwany przez wszystkie nowoczesne przeglądarki, który daje znacznie mniejszy rozmiar pliku przy zachowaniu jakości. Efekt: szybsze ładowanie strony, lepszy wynik w Core Web Vitals (czyli zestawie wskaźników Google oceniającym szybkość i stabilność strony) i wyższy ranking. Nazwy plików zapisujemy bez spacji i polskich znaków. ‘wymiana-filtru-powietrza.webp’, nie ‘Wymiana filtra powietrza.jpg’.

Meta Title i Meta Description: dwa różne zwierzęta

Meta Title to tytuł strony widoczny w zakładce przeglądarki i w wynikach wyszukiwania. Informuje bota o tematyce strony i składa czytelnikowi obietnicę: klikam i wiem, co dostanę. Meta Description to krótki opis pod tytułem w wynikach wyszukiwania. Nie wpływa bezpośrednio na ranking, ale drastycznie podnosi klikalność. Dobry opis mówi, co konkretnie czytelnik zyska, zanim jeszcze wejdzie na stronę.

Struktura nagłówków H1 do H3: hierarchia, nie estetyka

Nagłówki nie służą do zmiany rozmiaru czcionki. Tworzą hierarchię treści i spis treści, który bot interpretuje jako mapę artykułu. H1 to tytuł, jeden na stronę. H2 to główne sekcje. H3 to podsekcje w ramach H2. Nie pomijamy poziomów: nie ma H3 bez nadrzędnego H2. I nie używamy nagłówków dla efektu wizualnego, kiedy chcemy po prostu pogrubić tekst.

Od buntu literackiego do zasady BLUF

To jest sekcja, która mnie osobiście kosztuje najwięcej. I którą napiszę z pełną świadomością żer robią to zupełnie inaczej, nawet w tym artykulei.

W internecie nie ma miejsca na długie budowanie napięcia. Użytkownik szukający rozwiązania konkretnego problemu traktuje wyszukiwarkę jak pogotowie ratunkowe, nie jak bibliotekę. Chce odpowiedzi, nie podróży do odpowiedzi.

BLUF, czyli skrót, który zmienia myślenie o pisaniu

BLUF to skrót od angielskiego ‘Bottom Line Up Front’, co dosłownie oznacza: najważniejsza informacja na początku. Technika wywodzi się z wojskowej komunikacji i dziennikarstwa prasowego. Konkluzja wyprzedza rozwinięcie, a odpowiedź pada zanim czytelnik zdąży powtórzyć pytanie. Bot, który przetwarza Twój artykuł w poszukiwaniu czegoś do zacytowania, przeszuka przede wszystkim pierwszy i ostatni akapit każdej sekcji.

Dla osób wychowanych na książkach pisanie zgodnie z tą zasadą może być zbrodnią. To tak, jakby w prologu kryminału napisać, kto zabił. I tu wracam do mojej sprzeczności.

Zmień perspektywę. Zamiast traktować to jak spojler, który psuje zabawę, pomyśl o pierwszym akapicie jak o dobrym zwiastunie filmowym. Zwiastun nie psuje filmu, bo nie wyjaśnia wszystkiego. Pokazuje sedno i zachęca do obejrzenia całości. Pierwszym akapitem możesz dać i użytkownikowi, i modelom AI twardy konkret. Następnymi sekcjami pokazujesz swój warsztat ekspercki.

Sama nie stosuję tej zasady. I to jest mój świadomy wybór, nie błąd. Piszę dla czytelnika, który ma chwilę, który jest w stanie doczytać do końca. Jeśli wiesz, kto zabił już w prologu, odkładasz kryminał. To jest mój cichy bunt przeciwko AI 😉

Rekomendacja praktyczna
Jeśli zaczynasz blogować: stosuj BLUF. Ucz się pisać tak, żeby bot cię znalazł, a czytelnik nie musiał szukać odpowiedzi w dziewiątym akapicie.Jeśli masz już coś do powiedzenia i wiesz, że twoi czytelnicy zostają: eksperymentuj ze swoim głosem. Ale najpierw opanuj reguły, które później możesz łamać świadomie.

Dlaczego certyfikat ze szkolenia jak pisać teksty pod AI nie wystarczy

To jest sekcja, której brakuje w większości poradników o blogowaniu i jeden z powodów, dla których teksty absolwentów takich kursów są do siebie podobne, chociaż pisane przez różnych ludzi. E-E-A-T to skrót od angielskich słów: Experience (Doświadczenie), Expertise (Wiedza ekspercka), Authoritativeness (Autorytet) i Trustworthiness (Wiarygodność). Google używa tych wskaźników do oceny jakości treści. Modele AI używają ich do decydowania, czyj głos warto cytować.

Certyfikat z kursu to dowód, że ktoś przeszedł szkolenie ale nie jest dowodem doświadczenia. Bot wie, że tysiące ludzi ma ten sam certyfikat. Tylko nieliczni z nich spędzili ostatnie trzy lata wdrażając GA4 dla klientów z sektora automotive i mogą napisać o tym z konkretami. GA4 to skrót od Google Analytics 4, czyli czwartej wersji narzędzia do analizy ruchu na stronie. Wspominam o tym, bo własne przykłady z własnej pracy to jeden z najsilniejszych sygnałów E-E-A-T, jaki możesz wysłać. Modele AI nie wygenerują za Ciebie zdania: ‘Wdrożyłam GA4 dla 12 klientów i oto co z tego wynika’. To jest przewaga, której certyfikat nie daje. (przepraszam, za marketingowy żargon ale chcę Wam pokazać właśnie tę różnicę)

Co konkretnie buduje wiarygodność w praktyce

Profil autora na stronie. Nie ‘kilka słów o mnie’, tylko rzeczowa notka z podanymi kompetencjami, branżami i weryfikowalnymi osiągnięciami. Bot może sprawdzić, czy autor artykułu o marketingu motoryzacyjnym ma w historii zawodowej coś wspólnego z motoryzacją. Jeśli nie ma, sygnał wiarygodności spada.

Spójność między LinkedIn a blogiem. Jeśli na blogu piszesz jako ekspert od e-commerce, a profil na LinkedIn mówi, że przez dziesięć lat pracowałeś w budowlance, bot to zauważy.

Cytowania zewnętrzne. Linki z innych stron do Twoich treści to dowód, że ktoś uznał Cię za źródło warte przytoczenia. Nie kupowane linki, ale organiczne, bo ktoś chciał się powołać na Twój artykuł.

Aktualizacje treści z datą. Artykuł z 2022 roku o SEO to artykuł o SEO z 2022 roku. Widoczna data aktualizacji z adnotacją ‘zaktualizowano w 2025 roku o sekcję o GEO’ sygnalizuje, że autor śledzi temat na bieżąco.

E-E-A-T nie jest kolejną techniką do zastosowania. To wymóg posiadania czegoś prawdziwego do powiedzenia. Absolwent kursu buduje wiarygodność przez lata praktyki, nie przez fakt ukończenia szkolenia. Ale zaczyna od tego, co ma tu i teraz. Od historii zawodowej, od obserwacji z praktyki, od błędów, które już popełnił.

Jeden artykuł nic nie znaczy

Każdy poradnik o blogowaniu wspomni w którymś miejscu: dodaj linki wewnętrzne. Najczęściej pada liczba: dwa, trzy. Link wewnętrzny to po prostu odnośnik z jednego Twojego artykułu do innego w ramach tej samej witryny. Google widzi go jako sygnał, że tematy są ze sobą powiązane. Dwa linki doklejone do artykułu to minimum higieny, nie strategia. 

Klasterowanie treści to podejście, w którym artykuły na stronie nie są oddzielnymi bytami, ale siecią połączonych tematycznie dokumentów. Jedna strona filarowa, zwana pillar page, obejmuje temat szeroko. Artykuły satelitarne wchodzą w poszczególne aspekty głębiej i linkują z powrotem do tej strony głównej. Google i modele AI interpretują taką strukturę jako sygnał ekspercki. Ta witryna nie napisała jednego artykułu o marketingu dla warsztatów, bo to był modny temat. Ta witryna ma piętnaście artykułów pokrywających różne aspekty tego samego tematu, bo jej autor naprawdę go rozumie.

Zanim zaczniesz pisać kolejny niepowiązany artykuł, sprawdź, czy nie lepiej rozbudować temat, który już masz. Klaster pięciu pogłębionych artykułów o jednej branży daje więcej niż pięć niepowiązanych tekstów o pięciu różnych branżach.

Skąd brać tematy, gdy pusta kartka blokuje

Profesjonaliści różnią się od amatorów tym, że mają system zbierania pomysłów, kiedy tych zabraknie w głowie.

Narzędzia, które pokazują pytania, nie frazy

Zamiast wpisywać tematy w narzędzia do SEO i patrzeć na suche liczby, zacznij od pytań. AnswerThePublic i AlsoAsked to narzędzia online, które pokazują, co konkretnie ludzie wpisują w wyszukiwarki. Nie ‘marketing’, tylko ‘jak zrobić marketing dla małego warsztatu samochodowego bez budżetu’. To jest temat artykułu, intencja, pod którą warto pisać.

Klienci jako najlepsi redaktorzy

Najlepszymi tematami będą zawsze pytania, które musisz tłumaczyć na spotkaniach z klientem. Jeśli jeden klient pyta, czy GA4 jest naprawdę potrzebne dla małej strony wizytówkowej, pytają o to prawdopodobnie tysiące innych właścicieli małych stron. A w Google nie ma na to dobrej odpowiedzi po polsku. To jest właśnie ta luka do wypełnienia.

Bank Pomysłów: lista minimum dziesięciu tematów

Trzecia metoda jest najprostsza i najbardziej niedoceniana: zwykły dokument tekstowy z listą tematów, do którego dopisujesz pomysł za każdym razem, gdy coś cię uderzy: obserwacja z rozmowy z klientem, pytanie, które powtarza się drugi raz, artykuł, który cię zdenerwował. Gdy lista ma stale co najmniej dziesięć pozycji w różnych stadiach gotowości, pusta kartka przestaje być problemem. Nie szukasz wtedy tematu, tylko wybierasz z tego, co już wiesz.

AI jako sparingpartner, nie ghostwriter

Nie zlecaj sztucznej inteligencji pisania gotowych artykułów. Dostaniesz sztampę: poprawną językowo, pełną tzw “ai-izmów”, przeciętną merytorycznie i nieodróżnialną od tysiąca innych tekstów napisanych z tego samego polecenia. AI jest doskonałym sparingpartnerem do burzy mózgów, generowania alternatywnych tytułów, budowy konspektów i szukania luk logicznych w argumentacji. Wkład, który ma wartość, zawsze pochodzi od Ciebie. U mnie to wygląda tak. Rozmawiam z AI i wrzucam swój pomysł na artykuł, proszę o listę tematów wartych rozwinięcia. Wtedy rodzi się tysiąc pytań do tego, co AI dopisało, i rozmawiamy dalej. Potem proszę o gotowy konspekt rozbudowany na podstawie całej naszej rozmowy, z fragmentami dialogu, jeśli znajdzie się tam zdanie albo metafora, które będę chciała wykorzystać w tekście.

Taki konspekt kopiuję i wklejam do innego modelu albo do zupełnie nowego czatu tego samego i proszę o analizę: czego brakuje, co warto dorzucić. Konspekt rośnie, aż zaczyna wyczerpywać temat. Dopiero wtedy siadam do pisania.

Odświeżanie treści: strategia, którą wszyscy ignorują

Algorytmy Google preferują treści aktualne. Artykuł z 2021 roku o GA4, napisany zanim GA4 stało się standardem, stracił na wiarygodności, nawet jeśli był doskonały w momencie publikacji. Odświeżenie go o nowe dane i zaktualizowaną datę może przywrócić mu pozycję bez pisania nowego tekstu od zera.

Kiedy odświeżyć, a kiedy napisać od nowa

Odświeżamy, gdy temat jest aktualny, ale dane lub przykłady się zdezaktualizowały. Gdy artykuł traci pozycję mimo dobrego fundamentu. Gdy pojawił się nowy aspekt tematu, który warto dołączyć jako osobną sekcję.
Piszemy od nowa, gdy temat zmienił się fundamentalnie. Stary artykuł o Universal Analytics (poprzedniej wersji Google Analytics) nie da się ‘zaktualizować’ do GA4, bo to zupełnie inny produkt z inną logiką działania. Gdy artykuł ma złą strukturę i niską jakość u podstaw, nakładanie plastra na ranę nie ma sensu.

Przy odświeżeniu: widoczna data aktualizacji przy tytule, krótka adnotacja co zostało zmienione i dlaczego, zaktualizowane linki wewnętrzne do nowych powiązanych artykułów.

Artykuł, który był aktualizowany, to artykuł, za którym stoi autor śledzący temat na bieżąco. To jeden z cichych sygnałów wiarygodności, które Google bierze pod uwagę.

Co z tego wszystkiego wynika

Certyfikat z Umiejętności Jutra otwiera drzwi do narzędzi, uczy, jak działają algorytmy, ale jest jedna rzecz, której żaden kurs nie da , a  jest to jedyna rzecz, której Google naprawdę szuka. Perspektywa, doświadczenie, przykład, który możesz podpisać imieniem i nazwiskiem i który ktoś może zweryfikować.

Internet już ma tysiąc artykułów o tym, jak działa SEO. Ale nie ma jeszcze Twojego artykułu o tym, co zrobiłeś z SEO w konkretnej sytuacji, w konkretnej branży, z konkretnym wynikiem, i to jest ta luka warta wypełnienia.I tu małe zastrzeżenie, bo pewnie zaraz ktoś zapyta: dlaczego wszystkie przykłady są z marketingu warsztatowego, z GA4, z SEO? Dlaczego nie napisałam, jak blogować jako coach albo dekorator wnętrz?

Bo tego nie wiem. Nie pracowałam jako coach, nigdy nie projektowałam wnętrz i nie mam pojęcia, jakie pytania zadają klienci z tych branż na trzecim spotkaniu, ani co ich blokuje przed podjęciem decyzji. Mogłabym zgadywać, ale tekst napisany na podstawie zgadywania jest dokładnie tym, o czym pisałam przez ostatnie kilkanaście akapitów: poprawny, przeciętny i nieodróżnialny od tysiąca innych. Pisz o tym, na czym się znasz. Reszta jest tylko techniką.

Anatomia artykułu, który znajdą i ludzie, i boty

Wszystko, o czym pisałam przez ostatnie kilkanaście sekcji, można sprowadzić do jednej struktury. Oto jak wygląda artykuł zoptymalizowany zarówno pod człowieka, jak i pod modele AI, element po elemencie:

ElementCo robi i dlaczego jest ważny?
H1Główny nagłówek strony. W WordPress najczęściej to tytuł wpisu. Najlepiej w formie pytania, które czytelnik wpisuje w wyszukiwarkę. Nie opis tematu, tylko konkretne pytanie, na które artykuł odpowiada.
Lead30-40 słów. Konkretna odpowiedź lub mocna puenta. Bez zapowiedzi co będzie dalej. To jedyne zdania, które bot zacytuje bez czytania reszty.
Spis treściZaraz po leadzie. Sygnał dla Google, że artykuł ma strukturę i wyczerpuje temat. W WordPressie jako wtyczka (najczęściej element RankMath) lub blok.
H2Nagłówki głównych sekcji. Każdy odpowiada na jedno pytanie. Intrygujące i konkretne, nigdy generyczne. Czytane przez boty jak spis treści drugiego poziomu.
H3Nagłówki podsekcji tam, gdzie H2 jest za szeroki. Nie jako ozdobnik, tylko gdy temat naprawdę się rozgałęzia.
Pro tipJedna rzecz, której nie ma w żadnym innym artykule na ten temat. Własne doświadczenie, przypadek czy też obserwacja. To jest ten ekspercki pierwiastek, który dodajesz do artykułu.
ZakończenieInne za każdym razem. Pytanie retoryczne, wskazanie na kolejny artykuł, wniosek z praktyki. Nigdy szablon.

Pro tip: jak ten artykuł wypada według powyższzych zasad?

Przez ostatnie kilka tysięcy słów czytaliście o tym, jak pisać. Uczciwe pytanie brzmi: czy sama przestrzegam tych zasad? Odpowiedź jest w poniższej tabeli. Każde odstępstwo jest świadome i mam na nie argument, choć argument nie zmienia faktu, że to odstępstwo. Ja robię to jednak świadomie

ElementJak powinno byćJak ja to zrobiłamŚwiadomy wybór?
H1Pytanie, które czytelnik wpisuje w wyszukiwarkęTytuł narracyjny z niedopowiedzeniemTak. Hitchcock: nie zdradzam odpowiedzi w tytule. Ryzyko: niższy współczynnik klikalności w Google.
Lead30-40 słów, konkretna odpowiedź dla botaNota autorska, budowanie napięcia, odpowiedź pojawia się późnoTak. Priorytet: zatrzymać człowieka. Koszt: bot może nie znaleźć cytatu w pierwszych zdaniach.
Spis treściZaraz po leadzie, przed pierwszym H2Na szczęście jest 🙂Spis treści to u mnie część wtyczki RankMath znajdziesz ją w bloku WordPressa wpisując Table of Content lub Spis Treści
Własna perspektywaCase study, dane, konkretny przykład z praktykiPrzykłady z automotive i GA4, wyjaśnienie dlaczego nie z coachinguTak. To jest sedno E-E-A-T.
Przykłady z branżySzeroki przekrój branżTylko marketing warsztatowy i cyfrowyTak, z wyjaśnieniem. Piszę o tym, na czym się znam, ale żeby pokazać Wam, o co chodzi
ZakończenieRóżne za każdym razem, bez szablonówPytanie retoryczne i luka do wypełnieniaTak. Otwarte zakończenie pasuje do narracji Hitchcocka.

Wniosek, który z tego wyciągam: świadome łamanie zasad to nie błąd, pod warunkiem że wiesz, które zasady łamiesz i dlaczego. Jeśli nie wiesz, że łamiesz zasadę, to jest błąd. 

Pobierz Checklistę Blogera
Wszystkie punkty z tego artykułu w jednym pliku do wydrukowania lub odhaczania przed każdą publikacją. Bez rejestracji, bez formularza, bez newslettera, którego nie chciałeś.Do pobrania na: wiolettapasionek.pl/checklista-blogera

Wioletta Pasionek

Przez 23 lata pracowałam po obu stronach marketingu: jako ten któremy miał służyc ii jako marketer, dla marek takich jak Philips, Narva i Feu Vert. Od kilku lat uczę właścicieli małych firm, jak używać narzędzi cyfrowych tak, żeby naprawdę działały. Nie teorii a praktyki.

Opublikowane w AI