Wywiad z wybitnym profesorem językoznawstwa o AI-izmach, którego nigdy nie przeprowadziłam

2026-05-22
Wywiad z wybitnym profesorem językoznawstwa o AI-izmach, którego nigdy nie przeprowadziłam

Tegoż jednego Profesora, znawcę retoryki i erystyki, kocham miłością absolutną od czasu studiów na WDNiP. On nauczył mnie przesadnej punktualności, rozbijania się łokciami i przygotował na wysokogórskie wspinaczki z ograniczonym dostępem do tlenu w rozrzedzonym powietrzu. Dość nietypowe umiejętności wyciągnęłam z jego wykładów o sztuce retoryki i erystyki. A wszystko dlatego, że aby dostać się u niego na zajęcia programowe, trzeba było być pół godziny przed salą wykładową, ustawić się w chaotycznej kolejce, mówić wszystkim „pan tu nie stał”, trzymając się przy tym pod boki, by łokcie rozciągnąć. Myślicie, że to tylko chwila cierpienia? Otóż nie. To była dopiero rozgrzewka. Kolejne półtorej godziny trzeba było wytrzymać w sali przeznaczonej dla 30 studentów, wypełnionej setką, z zamkniętymi na klucz drzwiami i oknami, by zgodnie z teorią Darwina przetrwali tylko najsilniejsi.

Moim wielkim marzeniem od zawsze było przeprowadzenie wywiadu z Profesorem, a temat aż uwiera, bo o co ja mogę zapytać, „ja tylko przesłuchiwać potrafię”, cytując klasyka. O AI! To marzenie studenciaka pozostało na razie w sferze planów, ale przygotowuję się usilnie, trenując z moim wirtualnym asystentem i tu poniżej znajdziecie próbkę, jak ta rozmowa z profesorem mogłaby brzmieć. A temat ważny: jakich figur retorycznych nadużywa AI, a ja na końcu od siebie opowiem Wam dlaczego.

Ja: Panie Profesorze, jak Pan ocenia ten nowy, sztuczny język, którym nagle wszyscy zaczęliśmy być zasypywani? Przecież AI to tylko algorytm, a jednak wykształciło już własną, dość specyficzną manierę.

Prof.: Pani Redaktor, wyobraźmy sobie tę fascynującą, choć kuriozalną sytuację. Maszyna bez płuc, krtani i życiowego doświadczenia zmaga się z materią słowa, a słowo to przecież czysto ludzka sprawa. I cóż te algorytmy, karmione terabajtami naszych własnych tekstów, z tym językiem robią? Popadamy w pewne nawyki. Manierę wręcz! Mówiąc między nami, one naśladują nasze najgorsze biurowe i korporacyjne przyzwyczajenia, i to z jakim zapałem! Opowiem Pani o tym z niemałą fascynacją, bo to zjawisko i straszne, i śmieszne zarazem.

Ja: Zacznijmy od tego, co rzuca się w oczy jako pierwsze. Mam wrażenie, że dla sztucznej inteligencji wszystko jest epickie i zmieniające życie. Skąd ta potrzeba pompowania balona?

Prof.: Zauważyła pani, pewnie, że dla sztucznej inteligencji nie ma rzeczy zwykłych. Ona wszystko musi wyolbrzymić. U niej każda drobna zmiana jest z automatu „rewolucyjna”, a byle nowy pomysł to absolutny „przełom”. Jeśli poprosisz algorytm o podpowiedź w sprawie zwykłego maila, to on najchętniej zaoferuje ci „transformacyjne doświadczenie komunikacyjne”. Przesadzają te maszyny, prawda? Myślą pewnie w swej cyfrowej naiwności, że jak dodadzą słowo „fundamentalny”, to od razu nabiorą akademickiej powagi. To hiperbola, czyli ich skłonność do wielkości.

Ja: A co z tym nieszczęsnym „obecnym krajobrazem cyfrowym”? Dlaczego algorytmy tak bardzo unikają prostych słów, jak chociażby zwykłego „teraz”?

Prof.: No właśnie! Po co powiedzieć po prostu „teraz”, skoro AI może to ująć z taką niesłychaną, sztuczną godnością: „w obecnym, dynamicznie zmieniającym się krajobrazie cyfrowym”? Omówienie, czyli peryfraza, pozwala jej brzmieć jak rasowy polityk na konferencji. Słowo „krajobraz” maszyny zresztą pokochały miłością tragiczną. Owijają proste myśli w bawełnę wielokrotnie złożonych zdań, żeby przypadkiem nikt nie pomyślał, że są tylko prostymi kalkulatorami.

Ja: Brzmi to jak gotowy przepis na to słynne masło maślane, z którym poloniści walczą od lat…

Prof.: Pleonazm. Słowo ładne, greckie, ale jakże zdradliwe! Modele AI przecież nie współpracują po prostu. One proponują „wzajemną współpracę”. Jakby mogła być niewzajemna! To tak, jakby ciągle „cofały się do tyłu”, w dodatku bardzo innowacyjnie. Dodają przymiotniki do rzeczowników, które zupełnie tego nie potrzebują, traktując język jak walizkę, do której trzeba upchnąć każde zasłyszane, modne słowo.

Ja: Często łapię te modele na tym, że bardzo chcą być obiektywne. Do tego stopnia, że czasem nie da się z nich wyciągnąć twardego stanowiska. Dlaczego ciągle dostajemy teksty z cyklu „z jednej strony, a z drugiej”?

Prof.: Och, to ich ukochane asekuranctwo! Z jednej strony algorytm chce ci dać prostą, klarowną odpowiedź. Z drugiej jednak strony, system bezpieczeństwa każe mu natychmiast pokazać, jakie to wszystko jest niesłychanie złożone! Żeby nikt programistom nie zarzucił braku obiektywizmu, AI z lubością zestawia ze sobą przeciwieństwa. Buduje te swoje językowe wagi i kładzie odważniki: po jednej stronie szanse, po drugiej wyzwania. Balansujemy na tej wirtualnej linie, aż nam, czytelnikom, robi się od tego mdło. To klasyczna antyteza, sztuka asekuracji.

Ja: To asekuranctwo to jedno, ale jest jeszcze ta dziwna rytmika. Zauważyłam, że uwielbiacie wyliczać w trójkach. Dlaczego nie dwa, dlaczego nie cztery?

Prof.: Enumeracja. Bo do trzech razy sztuka. Sztuczna inteligencja wylicza, mnoży, układa w zgrabne trójki. Bo jeśli powie, że jakaś funkcja jest „szybka”, to dla niej za mało. Ona musi być koniecznie „szybka, intuicyjna i potężna”. Trzy przymiotniki brzmią dumnie, rytmicznie, wzniośle. Zapewniają taki miły dla ucha, maszynowy takt. Cyceron by się może i nie powstydził tej zasady, choć pewnie uśmiechnąłby się z politowaniem nad tym mechanicznym pędem do wyliczanek.

Ja: Skoro jesteśmy przy schematach. Nie ma chyba tekstu wygenerowanego przez AI bez jakiejś „podróży”, „latarni morskiej” albo chociaż solidnych „fundamentów”. Skąd ta miłość do zużytych metafor?

Prof.: U algorytmów wszystko jest „podróżą”. Zabierasz się za nowy projekt? To dla nich niezwykła „podróż”. Cokolwiek proponują, budują to na „fundamencie”, szyją z jakiejś „tkanki” i koniecznie każą wypatrywać „latarni morskiej”, która wskaże wam drogę. AI używa tych metafor tak często, że stały się one kompletnie przezroczyste. Zamiast zaskakiwać i budzić wyobraźnię, leżą w wygenerowanym zdaniu jak wyblakły dywan, po którym po prostu się przechodzi, nie zwracając uwagi na wzór.

Ja: No i na sam koniec zostaje to specyficzne zawijanie zdań. Wydaje się, że wywód jest logiczny, bo jedno zdanie płynnie wynika z drugiego, ale w sumie… niewiele z tego wynika.

Prof.: Anadiploza, czyli wąż zjadający własny ogon. To urocze łączenie zdań na zakładkę. AI pisze o procesie. Proces ten, jak twierdzi maszyna, prowadzi do optymalizacji. Optymalizacja zaś jest kluczem do… i tak dalej, w kółko! Tworzy iluzję płynnego, logicznego wywodu, a tak naprawdę kręcimy się w miejscu, powtarzając te same myśli w nieco innym szyku. I tak to z tą sztuczną inteligencją jest, Wiolu. Próbuje naśladować naszą piękną ludzką mowę, a wychodzi z tego sprawnie ułożony katalog wyświechtanych figur retorycznych. Zamiast żywego słowa, mamy algorytmiczną kalkę.

Dlaczego sztuczna inteligencja tak mówi?

Zauważyliście pewnie, że niezależnie od tego, jakiego modelu używacie, wszystkie brzmią zaskakująco podobnie. Powielają te same wyświechtane metafory i uciekają w te same zawiłe konstrukcje. Skoro przyswoiły niemal całą wiedzę ludzkości i terabajty różnorodnych tekstów, dlaczego wybrały akurat ten konkretny, nieco irytujący styl?

Prym dyplomatycznej korpomowy

Modele językowe nie są tylko trenowane na surowych danych z internetu. Przechodzą proces o nazwie RLHF (Reinforcement Learning from Human Feedback), czyli „tresurę” przez ludzi. Inżynierowie nagradzają algorytmy za odpowiedzi grzeczne, bezpieczne, wyczerpujące i neutralne. A jaki ludzki język najlepiej spełnia te kryteria? Język korporacyjnych komunikatów PR, raportów rocznych i tekstów marketingowych. AI po prostu mówi do nas językiem rzecznika prasowego, bo uznano to za najbezpieczniejsze. (a tak w didaskaliach, ciekawe jak ten proces nagradzania wygląda)

Matematyka przewidywania

Dla algorytmu pisanie tekstu to nic innego jak zgadywanie kolejnego słowa o najwyższym prawdopodobieństwie wystąpienia. Użycie kliszy, takiej jak „krajobraz”, drastycznie zwiększa matematyczną szansę, że kolejnym słowem będzie „cyfrowy”. Metaforyczne gotowce to po prostu bezpieczne, utarte ścieżki w kodzie, które najłatwiej wyliczyć, bez zbędnego ryzyka błędu.

Zasłona dymna dla braku konkretów

Sztuczna inteligencja nie ma własnych opinii, a czasem wręcz brakuje jej konkretnych danych na bardzo wąski temat. Co robimy my, ludzie, gdy musimy napisać wypracowanie, a brakuje nam wiedzy? Lejemy wodę. AI robi to samo, tylko z elegancją cyfrowego erudyty. Peryfrazy, anadyplozy i potrójne wyliczenia zajmują dużo miejsca i sprawiają wrażenie merytorycznych, skutecznie maskując fakt, że pod spodem nie kryje się żadna odkrywcza myśl.

Wymuszony obiektywizm

Antyteza („z jednej strony… z drugiej strony”) to ostateczna tarcza ochronna modelu. Właściciele technologii bardzo boją się pozwów i oskarżeń o stronniczość. Programują więc modele tak, aby unikały skrajności. AI musi zawsze pokazać dwie strony medalu, co prowadzi do niekończącego się balansowania i uciekania od jednoznacznych odpowiedzi.

Wniosek? AI to potężne narzędzie, ale pozostawione samo sobie napisze nam poprawny, gładki i całkowicie bezduszny tekst. Jeśli chcemy, aby nasze treści żyły, musimy je z tych wszystkich „transformacyjnych podróży w cyfrowym krajobrazie” po prostu bezlitośnie odrzeć.

Powyższy tekst pomogła mi stworzyć moja wirtualna asystentka Gemi. Ten wywiad niestety nigdy nie powstał, a szkoda… Celowo nie wymieniam nazwiska realnego Profesora w tekście, bo zbyt dużym szacunkiem go darzę, by wkładać w jego usta słowa, które wyprodukowała AI, ale kto, jak nie on może wypowiadać się w kwestiach retoryki i erystyki. Sama jestem niezmiernie ciekawa co on ma do powiedzenia na ten temat.

Skoro już wiesz ja nie pisać by ludzie od razu wiedzieli, że tekst storzyła AI to czas najwyższy zacząć rozbudowywać swoją stronę o nowe treści. Zobacz co liczy się w dobie AI i dlaczego pozycje w Google spadają

Opublikowane w AI