Dostęp do Google Analytics: kto jest właścicielem Twoich danych?

2026-05-09
Dostęp do Google Analytics: kto jest właścicielem Twoich danych?

Jakiś czas temu dostałam “zlecenie” na projekt SEO dla klienta z branży automotive. Standardowa sytuacja: audyt, analiza, plan działania, wdrożenie, analiza… Pierwsza rzecz, którą robię w takich sytuacjach, to siadam do danych. Google Analytics, Search Console; czyli historia ruchu, widoczność w wyszukiwarce. No i tu zaczęły się schody. Dostęp do Google Analytics? Przez agencję. Do Search Console? Też przez agencję. Żeby zobaczyć dane strony klienta, musiałam prosić o dostęp firmę, która te dane strzegła jak niepodległości (chyba najbardziej swojej). Zapowiada się nieźle, prawda?

Prawdziwy problem nie leżał w tym, że agencja była trudna we współpracy. Problemem było to, że klient nie wiedział, że te dane są jego.


Twoje dane, Twoja firma, nie Twoje konto

Wyobraź sobie że otwierasz sklep i podpisujesz umowę z firmą ochroniarską. Ochrona dostaje klucze do sklepu, bo musi mieć dostęp żeby robić swoją robotę. No logiczne, ale wyobraź sobie, że to firma ochroniarska założyła zamki i tylko ona ma klucze. Ty możesz wejść do swojego sklepu, ale tylko jeśli poprosisz i jeśli akurat chcą Cię wpuścić.

Dokładnie tak działa znaczna część rynku agencyjnego jeśli chodzi o narzędzia analityczne.

Google Analytics (GA4), Google Search Console (GSC), Google Tag Manager (GTM), Google Ads, to są narzędzia, które działają w oparciu o konta Google. Każde konto ma właściciela i administratora. Administrator decyduje kto ma dostęp i na jakim poziomie. Jeśli konto założyła agencja, to ona jest administratorem. Ty jesteś użytkownikiem we własnym biznesie, gościem, który dostaje tyle ile agencja uzna za stosowne.

I nie mówię tu o złej woli. Część agencji robi to z przyzwyczajenia, część bo klient nigdy nie zapytał, część bo tak “zawsze się robiło.” Efekt jest ten sam: kiedy kończysz współpracę, możesz zostać bez danych, bez historii i możliwości sprawdzenia co w ogóle przez ostatnie miesiące lub lata działo się z Twoją stroną. GA4 nie pozwala przenieść danych między kontami. Historia znika razem z dostępem.


Nie potrzebujesz Gmaila. Naprawdę.

Jednym z pierwszych sygnałów, że coś jest nie tak, jest zdanie, które słyszę od właścicieli biznesów regularnie: “agencja kazała mi założyć nowego Gmaila, to przez niego mam dostęp do swojej analityki.”

Zatrzymajmy się tu na chwilę.

Po pierwsze: to Ty powinieneś dawać agencji dostęp do swoich narzędzi, nie ona Tobie. Jeśli jest odwrotnie, to ktoś tu zamienił się rolami i to może nie być przypadek.

Po drugie: Gmail nie jest warunkiem koniecznym żeby mieć konto Google. To mit, który żyje własnym życiem. Google pozwala założyć pełnoprawne konto na dowolny istniejący adres mailowy, w tym firmowy na własnej domenie. Bez nowej skrzynki i płatnego Workspace. Konto w pełni funkcjonalne, bezpłatne, z dostępem do wszystkich narzędzi Google, których Ty potrzebujesz.

Jak to zrobić? Instrukcję krok po kroku znajdziesz w pliku do pobrania poniżej. Zajmuje to dosłownie kilka minut.

instrukcja dodawania konta Google

Pobierz instrukcję jak założyć konto Google


GTM, czyli master klucz, którego nie chcesz oddawać

Przy pracy nad każdym nowym projektem pierwszą rzeczą, którą robię jest sprawdzenie kodu strony. Nie dlatego że jestem deweloperem, ale dlatego że kod strony mówi więcej o agencji SEO niż niejeden raport. Szukam tam jednej rzeczy: czy na stronie jest Google Tag Manager (GTM), czy analityka jest podpięta “na skróty”, czyli bezpośrednio w kodzie.

Dlaczego to jest ważne? Jeśli widzisz w kodzie tylko skrypt Google Analytics, oznacza to, że ktoś wkleił go ręcznie, bez warstwy zarządzania. Owszem działa, ale świadczy o tym jak agencja podchodzi do porządku w narzędziach. Jeśli widzisz GTM, to dobry znak: oznacza że ktoś pomyślał o tym jak ta strona będzie rozwijana i zarządzana. I w 90% przypadków jeśli jest GTM, w środku siedzi też Google Analytics (GA4).

W moim projekcie klient nie wiedział czy ma te narzędzia, nie wiedział jak to sprawdzić i nie miał do nich dostępu. A były. Po prostu schowane za drzwiami, do których klucze trzymała agencja.

Dlatego warto wiedzieć czym jest GTM. Niekoniecznie żeby samemu w nim pracować, ale żeby rozumieć dlaczego jest ważny i dlaczego oddanie do niego pełnego dostępu agencji to decyzja, którą warto przemyśleć.

Żeby zrozumieć czym jest Google Tag Manager, zapomnij na chwilę o słowie “analityka.” GTM to nie narzędzie analityczne. To system zarządzania kodem Twojej strony.

Normalnie każde narzędzie, które chcesz podpiąć do strony, Google Analytics, piksel Facebooka, Hotjar, czatbot, cokolwiek, wymaga osobnego kawałka kodu. Każdy taki kod trzeba wkleić w odpowiednie miejsce w strukturze strony. Każda zmiana, każde nowe narzędzie, każda modyfikacja oznacza wizytę dewelopera, zlecenie, czekanie, fakturę. GTM zastępuje to wszystko jednym fragmentem kodu instalowanym raz. Jeden kod na stronie, a potem wszystkim zarządzasz przez panel GTM, bez dewelopera, bez czekania, bez dodatkowych kosztów.

Brzmi pięknie. I jest piękne, dopóki wiesz kto trzyma klucze.

Bo GTM to jest właśnie ten master klucz. Wyobraź sobie tablicę rozdzielczą w budynku. Jeden punkt, który kontroluje przepływ prądu do wszystkich pomieszczeń. Kto stoi przy tej tablicy, ten decyduje co działa, co nie działa i co podłącza do instalacji.

Osoba z pełnym dostępem do GTM może wgrać na Twoją stronę dowolny skrypt JavaScript. Skrypt który zwolni stronę, skrypt, który zbiera dane Twoich użytkowników i wysyła je gdzieś indziej lub taki, który przekierowuje ruch, a być może i taki, który po prostu wywróci całą stronę do góry nogami. I nie zobaczysz tego ani w panelu CMSa, ani na serwerze. GTM działa nad stroną, cicho i niewidocznie.

Nie mówię że każda agencja to zrobi. Chodzi o to, że każda agencja z pełnym dostępem do GTM może to zrobić.

Jak się przed tym chronić? GTM ma kilka poziomów dostępu. Poziom, jaki chcesz dać agencji to “Edytuj” na poziomie tzw. kontenera. Co to oznacza w praktyce: agencja może tworzyć i modyfikować tagi, reguły i zmienne, ale wszystkie zmiany lądują w przestrzeni roboczej. Na stronę nie trafia absolutnie nic dopóki Ty tego nie zatwierdzisz i nie opublikujesz.

Agencja mówi “dodałam śledzenie kliknięć w przycisk kontaktowy.” Ty wchodzisz do GTM, widzisz dokładnie co zostało dodane, rozumiesz (albo pytasz jeśli nie rozumiesz) i dopiero wtedy klikasz publikuj. Nic nie idzie na żywą stronę bez Twojej wiedzy.

Protip: w ustawieniach GTM włącz powiadomienia mailowe o zmianach w kontenerze. Przy każdej jego edycji dostaniesz maila za każdym razem, gdy ktoś coś tam pozmienia.


Minimalna lista dostępów, które musisz mieć

Zanim skończę, jedna konkretna rzecz do zrobienia. Sprawdź dziś czy masz poniższe dostępy i na jakim poziomie. Sprawdź też kto ma jeszcze dostępy i czy znasz wszystkie te osoby.

Google Analytics 4: Administrator. Nie “Edytujący”, nie “Analityk”, nie “Przeglądający.” Właściciel

Google Search Console: Właściciel. Nie “Pełne”, nie “Ograniczone.” Właściciel.

Google Tag Manager:Administrator” na poziomie konta. Agencja dostaje “Edycja” na poziomie kontenera, nie więcej.

Google Ads: Administrator. Jeśli prowadzisz kampanie płatne, ta sama zasada co wyżej.

Jeśli przy którymś z tych narzędzi okazuje się że nie masz takiego dostępu, nie wiesz czy masz albo nie wiesz jak sprawdzić, to jest dokładnie ten moment żeby zapytać agencję. Nie jako zarzut do niej, tylko jako właściciel, który chce wiedzieć co się dzieje w jego biznesie.

Pobierz swoją listę kontrolą dostępów


Na koniec

Zaufanie do agencji jest w porządku. Dobra agencja nie będzie mieć problemu z tym żebyś miał pełny dostęp do własnych danych. Wręcz przeciwnie, będzie Cię do tego zachęcać, bo to oznacza że możecie rozmawiać o wynikach na równych zasadach.

Jeśli agencja broni dostępu admina jak lwica młodych, to nie jest kwestia procedur ani bezpieczeństwa. To jest odpowiedź na pytanie czy jesteś dla niej klientem czy zakładnikiem.

W następnym odcinku opowiem o tym co się dzieje kiedy nikt w ogóle nie pomyślał o analityce zanim deweloper oddał stronę. Historia z Cloudflare i Search Console, której nie zapomnę. I znajdziecie inne fajne micro poradniki do pobrania.

Łapcie też linka opisuącego wszystkie narzędzia Google, które warto znać nie tylko z nazwy, ale należy ich zacząć używać i przynamniej poznać w podstawowym zakresie. Artykuł nazwałam przewrotnie “Czterej Jeźdźcy Apokalipsy”

Opublikowane w SEO